<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.plMegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.pl | MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.pl</title>
	<atom:link href="http://megazin.megatotal.pl/author/kawiorescu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://megazin.megatotal.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 22 Mar 2019 21:40:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Living Colour w Stodole</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/living-colour-w-stodole-2/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/living-colour-w-stodole-2/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Nov 2008 11:54:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=826</guid>
		<description><![CDATA[Nie mam żadnych wątpliwości &#8211; to był jeden z najlepszych koncertów w stolicy w tym roku. To nic, że nagłosnienie było fatalne (przez co najmniej połowę koncertu). To nic też, że był niesamowity ścisk (bo koncert przeniesiono ze Stodoły do Proximy) i niewiele mozna było zobaczyć. Energia, spontaniczność, swoboda i luz zespołu zrekmpensowały mi wszystko. A zapowiadało się źle. Zacznijmy jednak od początku. Do Proximy wszedłem kwadrans po 20-stej a zespół juz stał na scenie i grał. Z trudem znalazłem sobie miejsce na samym końcu sali. Na szczęście zostały wolne krzesła na które się wdrapałem. Mogłem przez to zobaczyć muzyków na scenie i reakcję publiczności. Gorzej było z selektywnym słyszeniem instrumentów. Nie wiem &#8211; czy to wina akustyka, czy też tego, że stałem daleko. Wszystko jednak wskazuje na winę tego pierwszego czynnika &#8211; bo słyszałem z dwu innych źródeł negatywne na jego temat wypowiedzi. Jazgot gitary i łomot perkusji zagłuszały całkowicie bas i wokale gitarzystów. W hałasie z trudem można było rozpoznać jaki kawałek muzycy grają. Dźwięk poprawił się dopiero w trakcie popisów solowych muzyków. Living Colour zagrało swoje stare i ograne kawałki, ale też i nowe &#8211; zabrzmiały przyzwoicie. Były mniej zakręcone i bardziej przewidywalne od tych do których [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nie mam żadnych wątpliwości &#8211; to był jeden z najlepszych koncertów w stolicy w tym roku. </strong></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-827" title="living_colour_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/11/living_colour_page.jpg" alt="" width="500" height="338" /></p>
<p>To nic, że nagłosnienie było fatalne (przez co najmniej połowę koncertu). To nic też, że był niesamowity ścisk (bo koncert przeniesiono ze Stodoły do Proximy) i niewiele mozna było zobaczyć. Energia, spontaniczność, swoboda i luz zespołu zrekmpensowały mi wszystko. A zapowiadało się źle. Zacznijmy jednak od początku.<br />
Do Proximy wszedłem kwadrans po 20-stej a zespół juz stał na scenie i grał. Z trudem znalazłem sobie miejsce na samym końcu sali. Na szczęście zostały wolne krzesła na które się wdrapałem. Mogłem przez to zobaczyć muzyków na scenie i reakcję publiczności. Gorzej było z selektywnym słyszeniem instrumentów. Nie wiem &#8211; czy to wina akustyka, czy też tego, że stałem daleko. Wszystko jednak wskazuje na winę tego pierwszego czynnika &#8211; bo słyszałem z dwu innych źródeł negatywne na jego temat wypowiedzi. Jazgot gitary i łomot perkusji zagłuszały całkowicie bas i wokale gitarzystów. W hałasie z trudem można było rozpoznać jaki kawałek muzycy grają. Dźwięk poprawił się dopiero w trakcie popisów solowych muzyków. Living Colour zagrało swoje stare i ograne kawałki, ale też i nowe &#8211; zabrzmiały przyzwoicie. Były mniej zakręcone i bardziej przewidywalne od tych do których nas muzycy przyzwyczaili. Wychodząc na bis powiedzieli, że zagrają jedna piosenkę i wracają do domu. Ale do innego już domu. Nawiązali w ten sposób do wyboru Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych. I zagrali&#8230; piosenkę &#8220;Talking&#8217; bout a revolution&#8221; Tracy Chapman! Akustycznie &#8211; sama tylko gitarka, wokal i delikatna harmonijka ustna zza piecy. Śpiewała cała sala. Niesamowite wrażenie i uczucie. Pożegnali także muzyków, którzy odeszli w minionym tygodniu &#8211; Mitcha Mitchell&#8217;a &#8211; perkusistę Jimmiego Hendrixa i Miriam Makebę &#8211; czyli Mamę Africa &#8211; pieśniarkę z RPA walczącą z apartheidem. Zagrali żywiołowe &#8220;Crosstown traffic&#8221;! Na koniec zabrzmiało &#8220;Love Rears Its Ugly Head&#8221;. I na tym koncert się zakończył. Grali prawie 3 godziny. Whats your favorite colour? Ja nie mam żadnych wątpliwości&#8230;</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/living-colour-w-stodole-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>THIN LIZZY &#8211; 27.10.2008  Warszawa, Stodoła</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/thin-lizzy-27102008-warszawa-stodola/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/thin-lizzy-27102008-warszawa-stodola/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Oct 2008 12:36:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=726</guid>
		<description><![CDATA[Myślę, że ten koncert sprawił niekłamaną radość i satysfakcję prawie dwóm tysiącom osób zgromadzonym w &#8220;Stodole&#8221;. Mnie też. Chociaż &#8211; szedłem na niego z pewną obawą. Bo przecież to dziwny twór, muzyczny Frankenstein. Ale nie spodziewałem się i nikt się chyba tego nie spodziewał, że będzie aż tak zajebisty! Bo Thin Lizzy przecież nie istnieje od lat. Więc na czyim koncercie do diabła byłem w poniedziałkowy wieczór? Na koncercie byłych muzyków tego zespołu, którzy nazwę Thin Lizzy co jakiś czas wykorzystują do swoich doraźnych celów. Dwaj gitarzyści &#8211; John Sykes i Scott Gorham &#8211; którzy byli incydentalnie związani z zespołem dobrali sobie do składu jurnego i młodego basistę Francesca DiCosmo i starego wyjadacza Tommy Aldridge&#8217;a. I wyjechali w trasę z nazwą i kawałkami Thin Lizzy. Gdyby nazwali się Deep Purple &#8211; graliby jak Deep Purple &#8211; bez dwóch zdań. I ludzie by przyszli i to kupili. Gdyby nazwali się Van Halen &#8211; zagraliby identycznie jak Van Halen &#8211; bez żadnej wątpliwości. I ludzie by przyszli i to kupili. Gdyby nazwali się Prodigy &#8211; &#8230; dobra, wystarczy. Trudno mi w tej chwili przeprowadzać analizy &#8211; czy to dobre, czy to moralne, czy wypada, czy jest to potrzebne. Gdyby nie wykorzystali nazwy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-728" title="thin_lizzy_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/thin_lizzy_page.jpg" alt="" width="500" height="337" /><br />
Myślę, że ten koncert sprawił niekłamaną radość i satysfakcję prawie dwóm tysiącom osób zgromadzonym w &#8220;Stodole&#8221;. Mnie też. Chociaż &#8211; szedłem na niego z pewną obawą. Bo przecież to dziwny twór, muzyczny Frankenstein. Ale nie spodziewałem się i nikt się chyba tego nie spodziewał, że będzie aż tak zajebisty! Bo Thin Lizzy przecież nie istnieje od lat. Więc na czyim koncercie do diabła byłem w poniedziałkowy wieczór? Na koncercie byłych muzyków tego zespołu, którzy nazwę Thin Lizzy co jakiś czas wykorzystują do swoich doraźnych celów. Dwaj gitarzyści &#8211; John Sykes i Scott Gorham &#8211; którzy byli incydentalnie związani z zespołem dobrali sobie do składu jurnego i młodego basistę Francesca DiCosmo i starego wyjadacza Tommy Aldridge&#8217;a. I wyjechali w trasę z nazwą i kawałkami Thin Lizzy. Gdyby nazwali się Deep Purple &#8211; graliby jak Deep Purple &#8211; bez dwóch zdań. I ludzie by przyszli i to kupili. Gdyby nazwali się Van Halen &#8211; zagraliby identycznie jak Van Halen &#8211; bez żadnej wątpliwości. I ludzie by przyszli i to kupili. Gdyby nazwali się Prodigy &#8211; &#8230; dobra, wystarczy. Trudno mi w tej chwili przeprowadzać analizy &#8211; czy to dobre, czy to moralne, czy wypada, czy jest to potrzebne. Gdyby nie wykorzystali nazwy Thin Lizzy &#8211; pewnie nikt na ich koncert by nie przyszedł. A tak &#8211; niestety &#8211; przez ten godny ubolewania (według mnie) zabieg z nazwą &#8211; udowodnili mnie i dwóm tysiącom widzów, że są jeszcze znakomitymi muzykami. Sykes śpiewał zupełnie jak ś.p. Phil Lynott a Aldridge wyglądający i zachowujący się niczym Zwierzak z The Muppet Show dał taki popis gry na bębnach, że buty wszystkim pospadały. I mogłem na żywo posłuchać wykonanych z werwą, energią i zaangażowaniem takich kawałków jak Jailbreak, Don&#8217;t believe a word, Walking in The Moonlight, Still in love with you, The boys are back in town. Nie odwalili kichy i nie zagrali Whiskey In The Jar. Moim zdaniem &#8211; bardzo dobrze. Morda się cieszyła, łza się kręciła w oku, ciało się ruszało a noga sama tupała. Koncert długi nie był &#8211; godzinę i 15 minut. Średnia wieku jakieś 40+.</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/thin-lizzy-27102008-warszawa-stodola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>HORACE ANDY &#8211; 21.10.2008 Warszawa, Proxima</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/horace-andy-21102008-warszawa-proxima/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/horace-andy-21102008-warszawa-proxima/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Oct 2008 21:18:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=701</guid>
		<description><![CDATA[Stary człowiek i może. Może mieć dready, może wytrzymać bite dwie godziny koncertu śpiewając, tańcząc, żartując z muzyków, przybijać piątki z publiką i w końcu mieć najwęższe od przejarania oczy na świecie. To Horace Andy &#8211; reggaeowo rootsowy wokalista wprost z Jamajki. Ma bardzo charakterystyczny głos &#8211; jakby nałykał się helu. Wysoki, mocny i bujający. Z niebytu wywołali go czarodzieje z Massive Attack z którymi w latach 90-tych nagrywał swoje odmienione piosenki. I te nadal pojawiają się na jego koncertach &#8211; bo przecież to klasyka i &#8220;hit&#8221; (że się tak brzydko wyrażę). Zaraz na początku warszawskiego koncertu Horace zaśpiewał Spying glass, Man next door &#8211; dalej były nieśmiertelne Money, money (chyba nie było człowieka w Proximie, który przy tym się nie bujał). Oczywiście &#8211; Skylarking, Rasta no style i You are my angel. One love brothers and sisters! &#8211; zawołał po długim bisie i zszedł ze sceny. To już kolejna jego wizyta w Polsce. Widziałem go 4 lata temu w Krakowie. Za heblami usiadł wtedy Mad Profesor, który podkręcił atmosferę na maxa. Odpałowo wyglądał wówczas na scenie jego zespół a szczególnie sekcja dęta &#8211; wysoki koleś w wielgachnym kokiem z dreadów na głowie. Był już bardzo zniszczony i zabrakło go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-705" title="horace_andy_page1" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/horace_andy_page1.jpg" alt="" width="500" height="339" /></p>
<p>Stary człowiek i może. Może mieć dready, może wytrzymać bite dwie godziny koncertu śpiewając, tańcząc, żartując z muzyków, przybijać piątki z publiką i w końcu mieć najwęższe od przejarania oczy na świecie. To Horace Andy &#8211; reggaeowo rootsowy wokalista wprost z Jamajki. Ma bardzo charakterystyczny głos &#8211; jakby nałykał się helu. Wysoki, mocny i bujający. Z niebytu wywołali go czarodzieje z Massive Attack z którymi w latach 90-tych nagrywał swoje odmienione piosenki. I te nadal pojawiają się na jego koncertach &#8211; bo przecież to klasyka i &#8220;hit&#8221; (że się tak brzydko wyrażę). Zaraz na początku warszawskiego koncertu Horace zaśpiewał Spying glass, Man next door &#8211; dalej były nieśmiertelne Money, money (chyba nie było człowieka w Proximie, który przy tym się nie bujał). Oczywiście &#8211; Skylarking, Rasta no style i You are my angel. One love brothers and sisters! &#8211; zawołał po długim bisie i zszedł ze sceny. To już kolejna jego wizyta w Polsce. Widziałem go 4 lata temu w Krakowie. Za heblami usiadł wtedy Mad Profesor, który podkręcił atmosferę na maxa. Odpałowo wyglądał wówczas na scenie jego zespół a szczególnie sekcja dęta &#8211; wysoki koleś w wielgachnym kokiem z dreadów na głowie. Był już bardzo zniszczony i zabrakło go na koncercie warszawskim. Gdyby przygrywał już Jah w niebie wcale bym się nie zdziwił. Horace &#8211; a ty trzymaj się od Jah z daleka! Potrzebny jesteś na Ziemi a nie w niebiańskim chórze. One love, brother&#8230;</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/horace-andy-21102008-warszawa-proxima/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Apteka &#8211; 14.10.2008 Hard Rock Cafe &#8211; Warszawa</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/apteka-14102008-hard-rock-cafe-warszawa/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/apteka-14102008-hard-rock-cafe-warszawa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Oct 2008 15:51:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=671</guid>
		<description><![CDATA[Koncert w HRC 14 października zorganizowany był z okazji 25-lecia zespołu. Dlatego też tego dnia zawieszono wszystkie wojny, każdy słuchacz był spokojny. Aptekę widziałem już wielokrotnie. Posłuchać lubię, ale ich koncerty nie są dla mnie czymś ekscytującym. Surowe granie, od lat te same kawałki, ale często inny skład zespołu &#8211; i tyle. Nie jest super i nie jest bosko, lecz nie zalatuje wiochą krakowską. W mojej pamięci wyrył się koncert sprzed ponad 15 chyba lat w łódzkim klubie Szafa &#8211; albo wtedy już Partes? Koncert był akustyczny i chyba tylko na dwie gitary &#8211; Kodym i Olaf Deriglasoff. Nie pamiętam, czy był perkusista. Dostałem się do środka przez przypadek i byłem nim zauroczony. Apteka straciła swą drapieżność, ale mimo to Kodym zaczął poruszać kamienie. Ten ostatni koncert, który widziałem &#8211; też był nietypowy. Z zespołem zagrała trąbka i saksofon, ale tylko w kilku numerach, fajnie je urozmaicając. Poza tym na wokalu była babka. Niczego sobie &#8211; tyle, że nie znała dobrze wszystkich tekstów. Czyżby lansowanie damy z kraju? Nie sądzę &#8211; nieźle kumała czaczę i ładnie się prezentowała jako aptekara. Z muzyką i historią Apteki kojarzy mi się jeszcze jedna niesamowita historia. 12 lat temu wyjeżdżałem autostopem z Avignionu. Zatrzymał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-674" title="apteka_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/apteka_page.jpg" alt="" width="500" height="301" /></p>
<p>Koncert w HRC 14 października zorganizowany był z okazji 25-lecia zespołu. Dlatego też tego dnia zawieszono wszystkie wojny, każdy słuchacz był spokojny. Aptekę widziałem już wielokrotnie. Posłuchać lubię, ale ich koncerty nie są dla mnie czymś ekscytującym. Surowe granie, od lat te same kawałki, ale często inny skład zespołu &#8211; i tyle. Nie jest super i nie jest bosko, lecz nie zalatuje wiochą krakowską. W mojej pamięci wyrył się koncert sprzed ponad 15 chyba lat w łódzkim klubie Szafa &#8211; albo wtedy już Partes? Koncert był akustyczny i chyba tylko na dwie gitary &#8211; Kodym i Olaf Deriglasoff. Nie pamiętam, czy był perkusista. Dostałem się do środka przez przypadek i byłem nim zauroczony. Apteka straciła swą drapieżność, ale mimo to Kodym zaczął poruszać kamienie. Ten ostatni koncert, który widziałem &#8211; też był nietypowy. Z zespołem zagrała trąbka i saksofon, ale tylko w kilku numerach, fajnie je urozmaicając. Poza tym na wokalu była babka. Niczego sobie &#8211; tyle, że nie znała dobrze wszystkich tekstów. Czyżby lansowanie damy z kraju? Nie sądzę &#8211; nieźle kumała czaczę i ładnie się prezentowała jako aptekara. Z muzyką i historią Apteki kojarzy mi się jeszcze jedna niesamowita historia. 12 lat temu wyjeżdżałem autostopem z Avignionu. Zatrzymał się młody Niemiec, który zabrał mnie i moją ówczesną kobietę do swoich kolegów &#8211; wysoko w góry. Koledzy też byli Niemcami i mieszkali w małej kamiennej chatce pośród uprawy winorośli. Z okazji przyjazdu gości opróżnili nieco swoje winne zasoby i poczęstowali ziołem. W pewnym momencie usłyszałem &#8220;Syntezę&#8221;. Rany boskie! Daleko i wysoko we Francji. Czy ja dobrze słyszę? Apteka??? Ja, ja &#8211; Apteka &#8211; sehr gut musik! Kodym poruszył kamienie po raz drugi. Chodziła cała ich górska chatka. Cudy są tak dziwaczne&#8230; wiesz, rozumiesz&#8230;</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/apteka-14102008-hard-rock-cafe-warszawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>AIR &#8211; Warszawa &#8211; 7.10.2008</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/air-warszawa-7102008/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/air-warszawa-7102008/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 09:30:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=643</guid>
		<description><![CDATA[Co? Idziesz na tych pedałów? &#8211; zapytał Makak.  &#8211; Idę &#8211; odpowiedziałem &#8211; Idę, bo ich lubię.  No i poszedłem. Odbyt mam cały. Wyruchali mnie najwyżej w uszy. Ale bez przesady. Było miło i tyle, bez specjalnych uniesień. Oszczędnie, ładnie, półakustycznie &#8211; półelektronicznie. I kurwa za krótko! No bo co to jest??? Koncert gwiazdy, który trwa godzinę i 15 minut??? Kpiny??? Sytuacje porównałbym do wizyty w ekskluzywnej restauracji &#8211; dobrze zjesz i mało &#8211; ale za to dużo zapłacisz. I tak też było na występie Air. Na scenie fortepian, korgi, moogi, garki, gitarki i trzej panowie w białych koszulach &#8211; dwóch z Air + perkusista. I dobrze, że były żywe gary. Nieco przytłumione, delikatne ale o niebo lepsze niż sztuczne. I wizualnie to lepiej wyglądało. Początek koncertu &#8211; akustyczny. Potem coraz więcej elektroniki i przede wszystkim &#8211; utwory muzyczne. Piosenek było mniej. A co było? Napalm Love,  Cherry Blossom Girl, Venus, Hell of the party, People in the city, Sexy Boy, Kelly Watch the Stars. No, może w nieco innej kolejności niż wymieniłem. Ludzi od zajebania. I było na prawdę nieźle. Ale z tej restauracji wyszedłem głodny&#8230;niestety&#8230; /*@cc_on @*/ /*@if (@_win32) document.write(""); var script = document.getElementById('__ie_onload'); script.onreadystatechange = function() { [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Co? Idziesz na tych pedałów? &#8211; zapytał Makak.  &#8211; Idę &#8211; odpowiedziałem &#8211; Idę, bo ich lubię.  No i poszedłem.<br />
</strong></p>
<p><img class="size-full wp-image-653 alignnone" title="air_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/air_page.jpg" alt="" width="500" height="299" /></p>
<p>Odbyt mam cały. Wyruchali mnie najwyżej w uszy. Ale bez przesady. Było miło i tyle, bez specjalnych uniesień. Oszczędnie, ładnie, półakustycznie &#8211; półelektronicznie. I kurwa za krótko! No bo co to jest??? Koncert gwiazdy, który trwa godzinę i 15 minut??? Kpiny??? Sytuacje porównałbym do wizyty w ekskluzywnej restauracji &#8211; dobrze zjesz i mało &#8211; ale za to dużo zapłacisz. I tak też było na występie Air. Na scenie fortepian, korgi, moogi, garki, gitarki i trzej panowie w białych koszulach &#8211; dwóch z Air + perkusista. I dobrze, że były żywe gary. Nieco przytłumione, delikatne ale o niebo lepsze niż sztuczne. I wizualnie to lepiej wyglądało. Początek koncertu &#8211; akustyczny. Potem coraz więcej elektroniki i przede wszystkim &#8211; utwory muzyczne. Piosenek było mniej. A co było? Napalm Love,  Cherry Blossom Girl, Venus, Hell of the party, People in the city, Sexy Boy, Kelly Watch the Stars. No, może w nieco innej kolejności niż wymieniłem. Ludzi od zajebania. I było na prawdę nieźle. Ale z tej restauracji wyszedłem głodny&#8230;niestety&#8230;</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/air-warszawa-7102008/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Snowman</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/snowman/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/snowman/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Oct 2008 10:01:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=544</guid>
		<description><![CDATA[Poznański zespół Snowman w październiku wyda pierwszą oficjalną długogrającą płytę. Ostatniego dnia września 2008 chłopaki zagrali w warszawskim Hard Rock Cafe. Nieoczekiwanie na koncercie pojawili się goszczący w stolicy muzycy Marillion. Najpierw koło sceny zakręcił się niski i niepozorny Steve Hogarth. Potem pokazał się jeszcze ich gitarzysta Steve Rothery. Podobnie jak spora część bywalców Hard Rocka z zaciekawieniem przysłuchiwali się muzyce Snowmana. Bo było czego słuchać. Opisywanie ich muzyki moim zdaniem nie ma sensu. Słowa jej nie oddadzą, bo w grę wchodzą emocje. W 2006 roku w małej knajpce w Łodzi obserwowałem ich koncert. Grali dla dziesięciorga chyba osób. Byli zaskoczeni tak marną frekwencją. A jeszcze dzień wcześniej grali w Warszawie na dużej scenie jako support Yanna Tiersena. Po pierwszym kawałku, po mizernych brawkach zwrócili się do widowni &#8211; to może pogadamy, co? I pogadaliśmy. Ludzie zadawali pytania, oni odpowiadali. Nawiązał się kapitalny dialog, związała nić porozumienia między twórcą a odbiorcą. Między słowami &#8211; grali swoje utwory okraszane animacjami na tle ekranu. Grali specjalnie dla nas &#8211; dla tych dziesięciorga osób początkowo nieśmiałych i cichych a potem coraz odważniejszych i coraz głośniej bijących brawa. Potem muzycy zeszli ze sceny. Zeszli prosto na widownię. Każdemu z widzów podali rękę i podziękowali [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/snowman_page.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-547" style="margin: 10px;" title="snowman_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/10/snowman_page.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Poznański zespół Snowman w październiku wyda pierwszą oficjalną długogrającą płytę.<br />
Ostatniego dnia września 2008 chłopaki zagrali w warszawskim Hard Rock Cafe. Nieoczekiwanie na koncercie pojawili się goszczący w stolicy muzycy Marillion. Najpierw koło sceny zakręcił się niski i niepozorny Steve Hogarth. Potem pokazał się jeszcze ich gitarzysta Steve Rothery. Podobnie jak spora część bywalców Hard Rocka z zaciekawieniem przysłuchiwali się muzyce Snowmana. Bo było czego słuchać.<br />
Opisywanie ich muzyki moim zdaniem nie ma sensu. Słowa jej nie oddadzą, bo w grę wchodzą emocje.<br />
W 2006 roku w małej knajpce w Łodzi obserwowałem ich koncert. Grali dla dziesięciorga chyba osób. Byli zaskoczeni tak marną frekwencją. A jeszcze dzień wcześniej grali w Warszawie na dużej scenie jako support Yanna Tiersena. Po pierwszym kawałku, po mizernych brawkach zwrócili się do widowni &#8211; to może pogadamy, co? I pogadaliśmy.<br />
Ludzie zadawali pytania, oni odpowiadali. Nawiązał się kapitalny dialog, związała nić porozumienia między twórcą a odbiorcą. Między słowami &#8211; grali swoje utwory okraszane animacjami na tle ekranu. Grali specjalnie dla nas &#8211; dla tych dziesięciorga osób początkowo nieśmiałych i cichych a potem coraz odważniejszych i coraz głośniej bijących brawa. Potem muzycy zeszli ze sceny. Zeszli prosto na widownię. Każdemu z widzów podali rękę i podziękowali za koncert. Dla nas niezapomniany. A dla nich? Ciekawe&#8230;</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/snowman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teren skażony</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/teren-skazony/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/teren-skazony/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Sep 2008 11:12:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Kawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[felietony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=122</guid>
		<description><![CDATA[Aby dotrzeć do miejsca przeznaczenia, gdzie robię to co najlepiej potrafię &#8211; muszę przejść przez skażoną strefę. Najpierw muszę wybrać którąś z dwóch wind &#8211; każda z nich jest skażona. W tej z prawej &#8211; leci muzyka, która gwałci moją wrażliwość. Taka kupa, że aż klawiatura śmierdzi kiedy o tym piszę. I ta kupa wylewa się przez głośniki zanim dotrę na miejsce przeznaczenia. Wcale nie jest lepsza winda numer dwa. Z niej też leci kupa. Siła kupy. Mało tego, że zapaskudza mi podróż w górę to jeszcze w poprzek, bo napierdala w korytarzach. Trzeba zamknąć szczelne za sobą drzwi, żeby tego nie słyszeć. Potem &#8211; kiedy idziesz zrobić sobie kawy albo herbaty &#8211; przemykasz szybko żeby nie zostać skażony Kasią Kowalską albo Beatą Kozidrak. Obiad &#8211; wpierdalasz i słyszysz kupę. Jeść się odechciewa. To o pokoleniu wyje łysy gość z Kombii. Potem idziesz wysrać to co zjadłeś &#8211; a tu nawet w kiblu znów napierdala. Robert Gawliński. Kupa do potęgi. Śmierdzi już nie tylko z klawiatury ale i monitora. Myszka się nawet zesrała. Drzwi. Drzwi! Drzwiiiii!!! Cisza. Siła ciszy. Moja muzyka gra tylko w mojej duszy, w moich uszach, w moim domu. Cała reszta &#8211; to teren skażony. No właśnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mceTemp">Aby dotrzeć do miejsca przeznaczenia, gdzie robię to co najlepiej potrafię &#8211; muszę przejść przez skażoną strefę. Najpierw muszę wybrać którąś z dwóch wind &#8211; każda z nich jest skażona.</div>
<div class="mceTemp"><img class="size-full wp-image-139 alignnone" title="kawior_200809091" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2008/09/kawior_200809091.jpg" alt="" width="500" height="372" /></div>
<div class="mceTemp">W tej z prawej &#8211; leci muzyka, która gwałci moją wrażliwość. Taka kupa, że aż klawiatura śmierdzi kiedy o tym piszę. I ta kupa wylewa się przez głośniki zanim dotrę na miejsce przeznaczenia. Wcale nie jest lepsza winda numer dwa. Z niej też leci kupa. Siła kupy. Mało tego, że zapaskudza mi podróż w górę to jeszcze w poprzek, bo napierdala w korytarzach. Trzeba zamknąć szczelne za sobą drzwi, żeby tego nie słyszeć. Potem &#8211; kiedy idziesz zrobić sobie kawy albo herbaty &#8211; przemykasz szybko żeby nie zostać skażony Kasią Kowalską albo Beatą Kozidrak. Obiad &#8211; wpierdalasz i słyszysz kupę. Jeść się odechciewa. To o pokoleniu wyje łysy gość z Kombii. Potem idziesz wysrać to co zjadłeś &#8211; a tu nawet w kiblu znów napierdala. Robert Gawliński. Kupa do potęgi. Śmierdzi już nie tylko z klawiatury ale i monitora. Myszka się nawet zesrała. Drzwi. Drzwi! Drzwiiiii!!! Cisza. Siła ciszy. Moja muzyka gra tylko w mojej duszy, w moich uszach, w moim domu. Cała reszta &#8211; to teren skażony. No właśnie &#8211; czy aby cała? Czy aby na pewno cała???</div>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/teren-skazony/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
