<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.pldepeche mode | MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.pl</title>
	<atom:link href="http://megazin.megatotal.pl/tag/depeche-mode/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://megazin.megatotal.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 22 Mar 2019 21:40:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Depeche Mode, Łódź, Atlas Arena, 10.02.2010</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-lodz-atlas-arena-10022010/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-lodz-atlas-arena-10022010/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 14:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Stelmach</dc:creator>
				<category><![CDATA[koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[red stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[arena]]></category>
		<category><![CDATA[atlas]]></category>
		<category><![CDATA[depeche mode]]></category>
		<category><![CDATA[stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[Łódź]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=3772</guid>
		<description><![CDATA[Załóżmy, że w ekipie technicznej Depeche Mode jest ktoś bardzo nam życzliwy. Jeśli filmował ten koncert, powinien rozesłać go w eleganckich kopertach do najważniejszych instytucji kulturalnych na świecie. Dołączony do filmu list intencyjny niech zawiera nagłówek &#8220;Teraz koncerty, teraz Polska!&#8221;. Pięćdziesiąt metrów od wejścia do najnowocześniejszej obecnie hali widowiskowej w naszym kraju-raju znajduje się stadion ŁKS-u. Tego dnia był przysypany śniegiem, zimny i trupio milczący. Kolos, który 20-30 lat temu pulsował wielkimi emocjami. Radość i smutek, zwycięstwa i porażki, bluzgi i peany, Zachód i Wschód, z daleka i z bliska, na czarno i na biało, bardzo często kolorowo &#8211; na tym stadionie działo się życie w najbardziej klinicznych i zadziwiających formach, które mogą sobie wyobrazić widzowie i słuchacze wielkich widowisk masowych. To samo dotyczy koncertu Depeche Mode. Zmienili się ludzie, czasy, zwyczaje, technologie, ale pozostały emocje. Wciąż szczere i niekontrolowane. Piszę trochę jak czwartoligowy, egzaltowany magister archeologii, ale na myśl o tym koncercie jakoś trudno mi zachować minę pokerzysty, któremu świat i kolejne przegrane nic nie robią. Może dlatego, że Depesze przyjechali do mojego rodzinnego miasta po raz pierwszy, a Gahan &#8211; w środę niespecjalnie mocny punkt tej drużyny &#8211; wydarł się po którejś z pierwszych piosenek &#8220;Good evening, Looooodz!!!&#8221;? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Załóżmy, że w ekipie technicznej Depeche Mode jest ktoś bardzo nam życzliwy. Jeśli filmował ten koncert, powinien rozesłać go w eleganckich kopertach do najważniejszych instytucji kulturalnych na świecie. Dołączony do filmu list intencyjny niech zawiera nagłówek &#8220;Teraz koncerty, teraz Polska!&#8221;. </strong></p>
<p><object width="480" height="385" data="http://www.youtube.com/v/eu0oJIq2S4w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;hd=1" type="application/x-shockwave-flash"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/eu0oJIq2S4w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;hd=1" /><param name="allowfullscreen" value="true" /></object></p>
<p>Pięćdziesiąt metrów od wejścia do najnowocześniejszej obecnie hali widowiskowej w naszym kraju-raju znajduje się stadion ŁKS-u. Tego dnia był przysypany śniegiem, zimny i trupio milczący. Kolos, który 20-30 lat temu pulsował wielkimi emocjami. Radość i smutek, zwycięstwa i porażki, bluzgi i peany, Zachód i Wschód, z daleka i z bliska, na czarno i na biało, bardzo często kolorowo &#8211; na tym stadionie działo się życie w najbardziej klinicznych i zadziwiających formach, które mogą sobie wyobrazić widzowie i słuchacze wielkich widowisk masowych. To samo dotyczy koncertu Depeche Mode. Zmienili się ludzie, czasy, zwyczaje, technologie, ale pozostały emocje. Wciąż szczere i niekontrolowane.</p>
<p>Piszę trochę jak czwartoligowy, egzaltowany magister archeologii, ale na myśl o tym koncercie jakoś trudno mi zachować minę pokerzysty, któremu świat i kolejne przegrane nic nie robią. Może dlatego, że Depesze przyjechali do mojego rodzinnego miasta po raz pierwszy, a Gahan &#8211; w środę niespecjalnie mocny punkt tej drużyny &#8211; wydarł się po którejś z pierwszych piosenek &#8220;Good evening, Looooodz!!!&#8221;? Robi to podobnie w każdym Berlinie, Marsylii i Bratysławie, ale dobrze było usłyszeć ten tekst właśnie tu.</p>
<p>Od prawie zawsze o koncertach tej kapeli mówi się słowami charakterystycznymi dla określenia zjawisk absolutnych. Wielkie, fantastyczne, nieziemskie, etc. Do innych recenzji nikt nie jest w tym przypadku przyzwyczajony. Depeche Mode to ogromne, jeżdzące po świecie przedsiębiorstwo rozrywkowe, które w swoim statucie bez możliwości usunięcia ma wpisane dwa słowa: gigantomania i perfekcja. To one powodują, że w tej zabawie nie ma miejsca na przypadki czy zbiegi okoliczności. Od smaków przypraw na zapleczu cateringowym po lubieżny chwyt Gahana za własne krocze akurat w tym, a nie innym momencie tej, a nie innej piosenki &#8211; tu wszystko ma &#8220;stroić&#8221;. A jeśli nie stroi, to co?</p>
<p>W środę w Łodzi nie stroiło nagłośnienie. Głos Dave&#8217;a docierał do widzów &#8211; zwłaszcza tych siedzących na trybunach &#8211; jakby z wielkiego, zamkniętego słoika (wokalista wyraźnie dawał do zrozumienia obsłudze technicznej, że ma kłopoty z odsłuchem). Poza tym, odnosiło się czasami wrażenie, że liderem zespołu jest perkusista Christian Eigner &#8211; jego &#8220;centrala&#8221; zostawiała brutalnie z tyłu resztę instrumentarium. Dziesiąty, jedenasty z rzędu kawałek, a ty wciąż nie wiesz czy zespół gra &#8220;Panu Bogu w okno&#8221;, czy jednak ludziom tu i teraz. Czy to normalne, żeby pierwsza wyraźnie usłyszana fraza padła dopiero na początku &#8220;World In My Eyes&#8221;, czyli entego zagranego kawałka? Dziwactwo, doprawdy.</p>
<p>Ale jest też i druga strona tego spektaklu. Imponująca i niekopiowalna pod żadną inną szerokością geograficzną. Publiczność. To było także, a może nawet przede wszystkim Ich święto i Ich show. &#8220;Zepsuć&#8221; tak detalicznie przygotowany koncert i uczynić z muzyków spoglądające na siebie w niemej konsternacji słupy soli &#8211; to przywilej jedynie tych najlepszych Uczestników. Gdyby tylko Eigner towarzyszył trochę dłużej chóralnemu grzmotowi w postaci refrenu do &#8220;Master And Servant&#8221;, pamiętne reakcje na słynnym koncercie w Pasadena Rose Bowl z 1988 roku byłyby tylko fraszką. Niech ktoś za 20 lat spróbuje sobie przypomnieć ten wieczór. Nie mam złudzeń, co zapamięta najlepiej. Brawo!!!</p>
<p>I na koniec w telegraficznym skrócie &#8220;moje momenty&#8221; z Łodzi:</p>
<p>- &#8220;It&#8217;s No Good&#8221; &#8211; kapitalne chórki Gore&#8217;a<br />
- &#8220;Insight&#8221;, &#8220;Home&#8221; i &#8220;Dressed In Black&#8221; &#8211; samodzielny, wysoki lot Wyżej Wymienionego<br />
- &#8220;Miles Away&#8221; &#8211; z piosenki, której &#8220;nie ma&#8221; na płycie zrobili mocny, rockowy pochód z najlepiej brzmiącą na tym koncercie gitarą<br />
- &#8220;World In My Eyes&#8221; &#8211; było o tym kilka linijek wcześniej<br />
- &#8220;Never Let Me Down Again&#8221; &#8211; riff za miliard dolarów w połączeniu z kilkunastoma tysiącami machających rąk&#8230; czy ktokolwiek patrzył w kierunku sceny?? Wątpię.<br />
- &#8220;Personal Jesus&#8221; &#8211; cóż, &#8220;reach out and touch faith&#8221;</p>
<p>A później w tył zwrot i pięćdziesiąt milionów otwartych drzwi wyjściowych. Na zewnątrz minus dziesięć. Komuś było zimno?</p>
<p>Piotr Stelmach</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-lodz-atlas-arena-10022010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Depeche Mode &#8211; Sounds Of The Universe</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-sounds-of-the-universe/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-sounds-of-the-universe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Apr 2009 20:37:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Stelmach</dc:creator>
				<category><![CDATA[płyty]]></category>
		<category><![CDATA[red stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[depeche mode]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>
		<category><![CDATA[mp3]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[piotr stelmach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=1595</guid>
		<description><![CDATA[No, to mamy nowy album Depeche Mode. W tym tygodniu w Warszawie będzie podobno 21 stopni. W Poznaniu trzy mniej. Pod blokiem przy stacji metra Ursynów wyrosło trochę zielonej trawy. Mój kolega kupił używaną czteroletnią Skodę. Srebrny metalik, ładny nawet. W Marcpolu obok mnie zmieniła się obsługa. Jedną niefajną panią zastąpiła fajna pani, która uśmiecha się do klientów. Chinyama ma podobno szansę zostać królem strzelców ekstraklasy. No, nie wiem&#8230; Skończył mi się dziś płyn do kąpieli. Muszę kupić, ale tym razem wezmę dwa opakowania. Wystarczy mi na dłużej. Cukier trochę zdrożał ostatnio. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim dzieję się PREMIERA. Włączyłem sobie wczoraj tę płytę. To już któreś tam przesłuchanie. W pewnym momencie musiałem nawet trochę ściszyć, bo było za głośno. Hałas szkodzi zdrowiu, a o zdrowie trzeba dbać. Jak to mówił towarzysz Winnicki, &#8220;a wziąć samochód, pojechać gdzieś za miasto, dotlenić się, oddychać&#8221;. Zastanawia mnie kilka spraw: dlaczego, próbując pisać tę recenzję, nie mam mrowienia w piszczelach? Dlaczego podczas pierwszego odsłuchu w siedzibie EMI rysowałem sobie na kartce szlaczki i krzaczki? Dlaczego tym razem nowa muzyka Depeche Mode nie chwyta mnie za gardło lub nie zmusza do koncentracji? Dlaczego godzina spędzona z tym albumem trwa upierdliwie dłużej niż 60 minut? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>No, to mamy nowy album Depeche Mode. W tym tygodniu w Warszawie będzie podobno 21 stopni. W Poznaniu trzy mniej. Pod blokiem przy stacji metra Ursynów wyrosło trochę zielonej trawy. Mój kolega kupił używaną czteroletnią Skodę. Srebrny metalik, ładny nawet. W Marcpolu obok mnie zmieniła się obsługa. Jedną niefajną panią zastąpiła fajna pani, która uśmiecha się do klientów. Chinyama ma podobno szansę zostać królem strzelców ekstraklasy. No, nie wiem&#8230; Skończył mi się dziś płyn do kąpieli. Muszę kupić, ale tym razem wezmę dwa opakowania. Wystarczy mi na dłużej. Cukier trochę zdrożał ostatnio.</strong></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1596" title="depeche_mode_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2009/04/depeche_mode_page.jpg" alt="depeche_mode_page" width="500" height="130" /></p>
<p>Gdzieś pomiędzy tym wszystkim dzieję się PREMIERA. Włączyłem sobie wczoraj tę płytę. To już któreś tam przesłuchanie. W pewnym momencie musiałem nawet trochę ściszyć, bo było za głośno. Hałas szkodzi zdrowiu, a o zdrowie trzeba dbać. Jak to mówił towarzysz Winnicki, &#8220;a wziąć samochód, pojechać gdzieś za miasto, dotlenić się, oddychać&#8221;.</p>
<p>Zastanawia mnie kilka spraw: dlaczego, próbując pisać tę recenzję, nie mam mrowienia w piszczelach? Dlaczego podczas pierwszego odsłuchu w siedzibie EMI rysowałem sobie na kartce szlaczki i krzaczki? Dlaczego tym razem nowa muzyka Depeche Mode nie chwyta mnie za gardło lub nie zmusza do koncentracji? Dlaczego godzina spędzona z tym albumem trwa upierdliwie dłużej niż 60 minut? Wreszcie, dlaczego &#8220;płyty trzeba posłuchać kilkaset razy, żeby ją zrozumieć i pokochać całym ciałem, całą duszą, z krwi mojej krew wasza oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci&#8221;? Co to ma znaczyć w tym przypadku?!</p>
<p>Słabe. Momentami bardzo słabe. Elektroniczne. Kosmiczne. Tajemnicze. Niesamowite. Głębokie. Słodko-gorzkie, śmieszno-poważne, duszno-przestrzenne, słodko-pierdzące. Mniej Gore&#8217;owe, bardziej Gahan&#8217;owe. Mniej gitarowe, bardziej efekciarskie. Nieprzebojowe i źle, że nieprzebojowe.</p>
<p>Długi, rozpoczynający się elektroniczną imitacją orkiestry symfonicznej, która stroi instrumenty przed spektaklem (przyśniło się podobno Gore&#8217;owi), utwór &#8220;In Chains&#8221; to ta sama, bardzo dobra liga, w której muzycy umieścili min. swój poprzedni album &#8220;Playing The Angel&#8221;. To Depeche Mode brawurowo przedzierające się przez kolejne muzycznie dziesięciolecie. Słuchając tego kawałka, bardzo trudno nie bać się określeń &#8220;dziady&#8221; i &#8220;emeryturka&#8221;. Tyle tylko, że w dalszej części płyta zaczyna trolić. &#8220;Hole To Feed&#8221;, &#8220;Come Back&#8221; i &#8220;Miles Away / The Truth Is&#8221; to trzy piosenki tercetu Gahan / Christian Eigner / Andrew Phillpott. Wszystkie trzy idealne na przeciętne, solowe albumy wokalisty. Tu, przy nazwie Depeche Mode brzmią jak odpryski. Odpryski z przeciętnych, solowych albumów wokalisty, dodajmy. W &#8220;Come Back&#8221; słychać wprawdzie strojenie gitar na modłę &#8220;Psychocandy&#8221; Jesus And Mary Chain, a &#8220;Hole To Feed&#8221; ma w sobie coś z klimatu songów Bo Diddleya, ale wspólnym mianownikiem tych piosenek jest, niestety, przeraźliwa nuda. Kolejne pytanie: jeśli Gahan potrafił napisać na płytę &#8220;Playing The Angel&#8221; coś tak dla siebie nieoczywistego jak &#8220;Nothing&#8217;s Impossible&#8221;, dlaczego tutaj w swoich kompozycjach jest już czytelny i wtórny do bólu?</p>
<p>Dalej. Instrumentalny przerywnik, tylko przez przypadek nie zatytułowany &#8220;The Kebab Song&#8221;. Bary określonej proweniencji łyknęłyby to od razu bez popitki. &#8220;Spacewalker&#8221; brzmi jak nieudolna próba napisania przez Gore&#8217;a muzyki &#8211; tła do jednego z odcinków przygód Jamesa Bonda. Skutek tragiczny, ukazujący boleśnie syndrom &#8220;mistrzostwa jednego palca&#8221;. No, tak też można grać na keyboardzie. &#8220;Little Soul&#8221; byłby przy jakimkolwiek singlu (może z wyjątkiem &#8220;Goodnight Lovers&#8221;) z albumu &#8220;Exciter&#8221; ledwie średniawym kandydatem na b-side. Śpiewana przez Gore&#8217;a ballada &#8220;Jezebel&#8221; ma się tak do innych jego ballad, jak Andy Fletcher ma się do instrumentów klawiszowych, czyli z dystansem. Kompozycyjnie i melodycznie rzeczy z przeszłości takie jak np. &#8220;Blue Dress&#8221;, &#8220;Judas&#8221; czy &#8220;The Darkest Star&#8221; zostawiają tę pieśń w tyle już na pierwszym biegu.</p>
<p>Co z tego, że nieliczne fragmenty jeszcze jakoś ratują tę płytę? Dobre, solidne kompozycje (np. stadionowy &#8220;Peace&#8221;) nie są podstawowym budulcem &#8220;Sounds Of The Universe&#8221;. To przęsła, które niby podtrzymują most, ale wcale nie są gwarantem jego trwałości. Nie są, bo przy 10 przesłuchaniu całość zaczyna zwyczajnie irytować. &#8220;Sounds&#8230;&#8221; cierpi również z dwóch istotnych dla każdego albumu powodów: czasu trwania i kolejności piosenek. I jeszcze z jednego: wmontowania w zestaw podstawowy kilku ewidentnych &#8220;fillerów&#8221;, a wyrzucenia zeń utworów, które znalazły się na kolekcjonerskim boksie jako bonusy. &#8220;Light&#8221; i &#8220;Ghost&#8221; są tu najlepszymi przykładami. Kole w uszy też produkcja (ponownie Ben Hillier). Chwilami wymuskana do granic absurdu, chwilami przeładowana (brudną) elektroniką. Aranżacyjne precelki &#8211; duperelki na &#8220;Playing The Angel&#8221; dawkowano chyba rozsądniej.</p>
<p>I na koniec słów parę o dwóch z trzech najważniejszych na płycie piosenkach (laurkę dla &#8220;In Chains&#8221; już zrobiłem). &#8220;Wrong&#8221; i &#8220;Corrupt&#8221; to wysoki, zespołowy lot. Te kawałki przypominają o czasach, w których kompozytorski warsztat, mocno osadzone w aranżacjach melodie i odrobina narracyjnego sadyzmu były wyznacznikami sznytu, o którym większość obsługujących syntezatory grajków bała i boi się nawet pomyśleć. Klasa, Panowie. Za te trzy numery szacunek, dyskrecja i kilka kolejek Jasia Wędrowniczka, jeśli lubicie. A co za resztę?</p>
<p>Fani wiernie dzierżą w dłoniach bilety na każdy koncert. Gahan wygląda, jakby rok temu skończył technikum. Gore trochę gorzej. Fletcher w dalszym ciągu wygłasza promocyjne tyrady. Ciekawe zresztą, czy Andrew podczas występów będzie wciąż używał swojego pulpitu do surfowania po Internecie? Może tym razem poszuka jakichś znajomych na &#8220;Naszej Klasie&#8221;? Depeche Mode po 15-20 latach od największych sukcesów to cały czas orkiestra, która nie gra do kotleta na byle jakim statku. Ważne, by ten supernowoczesny liniowiec nie zaczął nagle tonąć. Jedną poważną awarię właśnie zaliczył.</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/depeche-mode-sounds-of-the-universe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>114</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
