<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.plplacebo | MegaZin - oficjalny megafon portalu MegaTotal.pl</title>
	<atom:link href="http://megazin.megatotal.pl/tag/placebo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://megazin.megatotal.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 22 Mar 2019 21:40:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Placebo &#8211; Battle For The Sun (Redux Edition)</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun-redux-edition/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun-redux-edition/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Sep 2010 09:36:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Stelmach</dc:creator>
				<category><![CDATA[płyty]]></category>
		<category><![CDATA[red stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[piotr stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[placebo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=5310</guid>
		<description><![CDATA[CAN YOU GURGLE GERSHWIN?! YES, WE CAN! - Rower typu składak (może być kultowe Wigry 3) - Słoik Nutelli - Pety zostawione w garderobie paryskiej Bercy - Okulary przeciwsłoneczne bez szkieł (Battle For The Sun!) - Medalik pamiątkowy z napisem „Kensington South” - Cover „Crucified” szwedzkiej grupy Army Of Lovers - Ksero prawa jazdy wokalisty Co jeszcze można dodać do specjalnej edycji popularnej płyty? T-shirty z efektownym logo już się znudziły, a poza tym ciężko to cholerstwo wyprasować. Pomyśleliby jakoś ciut oryginalniej, co nie? Zespół Placebo niczym z taśmociągu wali wersjami specjalnymi swojego niespecjalnego albumu „Battle For The Sun”. Zasada jest prosta: coraz większe złote jaja od kury nioski = coraz mniejsza chęć dożynania drobiu. Rozkokoszona karawana jedzie dalej, a wszyscy się cieszą i przebierają odnóżami przed premierą. Pudełeczko skonfigurowano na 25 funciaków. Spoko. Wewnątrz album podstawowy, koszulina z logotypem i&#8230; UWAGAAAAA! WERSZYN REDUX!!!! Szybki rzut oka na tracklistę i już wiadomo, że będą emocje. Płyny ustrojowe bulgoczą zwłaszcza w konfrontacji z tajemniczym słowem „REDUX”, którego nikt nie rozumie. A może miało być inaczej&#8230;? Dulux? Relax? Deus? Zeus? Madredeus? Dziennikarze też mają „wypas”, bo wersja promocyjna dysku zawiera&#8230; 6 (sześć) sekund pierwszej piosenki i jednocześnie singla promującego całość &#8211; „Trigger [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>CAN YOU GURGLE GERSHWIN?! YES, WE CAN!</strong></p>
<p><strong>- Rower typu składak (może być kultowe Wigry 3)<br />
- Słoik Nutelli<br />
- Pety zostawione w garderobie paryskiej Bercy<br />
- Okulary przeciwsłoneczne bez szkieł (Battle For The Sun!)<br />
- Medalik pamiątkowy z napisem „Kensington South”<br />
- Cover „Crucified” szwedzkiej grupy Army Of Lovers<br />
- Ksero prawa jazdy wokalisty</strong></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-5311" title="placebo_redux_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2010/09/placebo_redux_page.jpg" alt="" width="500" height="429" /></p>
<p>Co jeszcze można dodać do specjalnej edycji popularnej płyty? T-shirty z efektownym logo już się znudziły, a poza tym ciężko to cholerstwo wyprasować. Pomyśleliby jakoś ciut oryginalniej, co nie?</p>
<p>Zespół Placebo niczym z taśmociągu wali wersjami specjalnymi swojego niespecjalnego albumu „Battle For The Sun”. Zasada jest prosta: coraz większe złote jaja od kury nioski = coraz mniejsza chęć dożynania drobiu. Rozkokoszona karawana jedzie dalej, a wszyscy się cieszą i przebierają odnóżami przed premierą. Pudełeczko skonfigurowano na 25 funciaków. Spoko. Wewnątrz album podstawowy, koszulina z logotypem i&#8230; UWAGAAAAA! WERSZYN REDUX!!!!</p>
<p>Szybki rzut oka na tracklistę i już wiadomo, że będą emocje. Płyny ustrojowe bulgoczą zwłaszcza w konfrontacji z tajemniczym słowem „REDUX”, którego nikt nie rozumie. A może miało być inaczej&#8230;? Dulux? Relax? Deus? Zeus? Madredeus? Dziennikarze też mają „wypas”, bo wersja promocyjna dysku zawiera&#8230; 6 (sześć) sekund pierwszej piosenki i jednocześnie singla promującego całość &#8211; „Trigger Happy Hands” &#8211; a żeby było bardziej jowialnie, owe 6 sekund wypełnia cisza. Duchy? Sleeping with ghosts? „Lusiu, co ten facet robi w naszym łóżku?!”. „Czary, debilu, czary&#8230;”.</p>
<p>„Trigger&#8230;” dociera wreszcie z wytwórni specjalnym mailem. Sprytny kawałek, który na „Battle For The Sun” mógłby pojawić się zamiast jednej z co najmniej ośmiu piosenek. Motoryczna sekcja z przestrojonym w dół basem gra średnio skomplikowaną figurę, na której opiera się ten utwór. Tekst z grupy nieodupiemaryjnych i mniej więcej od połowy towarzyszący Molko chór quasi gospel, obecny chyba po raz pierwszy w muzyce kapeli. I, niestety, to by było na tyle, bo od następnego „dzieła” zaczyna się katastrofa.</p>
<p>Trzyminutowa, rockowa napierdalanka „Monster Truck” jest prawdopodobnie najgorszą oficjalnie opublikowaną piosenką Placebo. Moment na 1:14 rozjaśnia definicję słowa „redux”. Chodzi prawdopodobnie o to, że te kawałki są: a) pozbawione produkcji i miksu, b) słabe, c) bardzo słabe. Ciąg dalszy płyty rozwija tę teorię o: d) z utworów w oryginale dynamicznych kleimy balladowe miękkie bułki („Breathe Underwater”, „Because I Want You”, „Drag” i „Soulmates”). I umówmy się jeszcze, że nie ma tu dwóch fragmentów: „Twenty Years (Redux)” i remixu „Trigger Happy Hands”. To znaczy są, ale ich nie ma, ok?</p>
<p>Słucham tego badziewia i czuję, że ziemniaki wychodzą mi czwórkami z piwnicy, a pasjonujący emocjonalnie film o Placebo rwie się na strzępy. Jak wpada się na pomysł, żeby z nienajlepszych piosenek zrobić ich jeszcze gorsze wersje i świadomie wydać? Gdzie jest porządny album z b-side’ami i czy na potrzeby tego boxu nie mógł zostać skompilowany? Czy zarabianie kasy na fonografii musi się odbywać metodą „redux i po bandzie” tudzież „po bandzie i redux”? Nie musi, bo w przeszłości odbywało się inaczej (np. historia rozbudowanej wersji singla „Special K”). Czy to było zbyt dawno temu?</p>
<p>Rozkminianie tej płyty i desperackie próby zrozumienia, jakie memento ukrył tym razem pod mchem Brian Molko, są idiotyzmem. Tu nie ma przekazu pod-, nad-, przy- czy innego progowego. Jest za to coraz bardziej mętny i niezrozumiały artystycznie obraz zespołu, który będąc u szczytu popularności i ciesząc się miejscem prezydialnym przy megaobfitym korycie finansowym showbizu, dokonuje coraz bardziej drastycznych samookaleczeń. Tępą żyletą. Smutne.</p>
<p>Piotr Stelmach</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun-redux-edition/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Placebo &#8211; Battle For The Sun</title>
		<link>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun/</link>
		<comments>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Jun 2009 10:22:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Stelmach</dc:creator>
				<category><![CDATA[płyty]]></category>
		<category><![CDATA[red stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>
		<category><![CDATA[mp3]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[piotr stelmach]]></category>
		<category><![CDATA[placebo]]></category>
		<category><![CDATA[stelmach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.megatotal.pl/megazin/?p=1937</guid>
		<description><![CDATA[Każda recenzja ma to do siebie, że trzeba ją jakoś zacząć. A najlepiej zaczynać z grubej lub w miarę grubej oraz drożnej rury. Ok. Nowa płyta Placebo. I co? Średnio tudzież raczej średnio. 13 kawałków, w tym co najmniej 3 absolutnie zbędne. Mrówy na krzyżu? Jedna, w porywach dwie. Nowy perkusista? Niezły, chociaż momentami zbyt efekciarski. Rozterki młodego Wertera, artystyczne i wizerunkowe niedopowiedzenia, środkowy palec w górze? Is it still only rock&#8217;n'roll? Do you still like it? Na koncerty wciąż tylko od lat 18? Stelmach szczytuje przy każdym nowym kawałku oraz klęczy zamiast pracować? No, jakby niekoniecznie. Placebo, według samych muzyków, było kiedyś zespołem, uwaga, punkowym. W sensie mentalnym, a nie fryzjerskim czy stricte muzycznym. Już nie jest. No, bo nie jest! Pytanie &#8220;jaki ten zespół już nie jest?&#8221; wydaje się dziś kwestią o wiele bardziej zasadną niż pytanie &#8220;jaki ten zespół jest?&#8221;. Zatem, jaki ten zespół już nie jest? Na płycie &#8220;Sleeping With Ghosts&#8221; jeszcze jakiś był. A na płycie &#8220;Meds&#8221;? Na płycie &#8220;Meds&#8221; już go trochę nie było. Głównie dlatego, że ten dołujący, trochę na siłę zrobiony album przypominał chatotycznie zestawioną bajaderę z raczej gorszych niż lepszych kawałków, profesjonalnie wzmocnioną pijarem z najwyższej półki. Sorry, ale jak inaczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Każda recenzja ma to do siebie, że trzeba ją jakoś zacząć. A najlepiej zaczynać z grubej lub w miarę grubej oraz drożnej rury. Ok. </strong></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1938" title="placebo_page" src="http://www.megatotal.pl/megazin/wp-content/uploads/2009/06/placebo_page.jpg" alt="placebo_page" width="500" height="250" /></p>
<p>Nowa płyta Placebo. I co? Średnio tudzież raczej średnio. 13 kawałków, w tym co najmniej 3 absolutnie zbędne. Mrówy na krzyżu? Jedna, w porywach dwie. Nowy perkusista? Niezły, chociaż momentami zbyt efekciarski. Rozterki młodego Wertera, artystyczne i wizerunkowe niedopowiedzenia, środkowy palec w górze? Is it still only rock&#8217;n'roll? Do you still like it? Na koncerty wciąż tylko od lat 18? Stelmach szczytuje przy każdym nowym kawałku oraz klęczy zamiast pracować? No, jakby niekoniecznie.</p>
<p>Placebo, według samych muzyków, było kiedyś zespołem, uwaga, punkowym. W sensie mentalnym, a nie fryzjerskim czy stricte muzycznym. Już nie jest. No, bo nie jest! Pytanie &#8220;jaki ten zespół już nie jest?&#8221; wydaje się dziś kwestią o wiele bardziej zasadną niż pytanie &#8220;jaki ten zespół jest?&#8221;. Zatem, jaki ten zespół już nie jest? Na płycie &#8220;Sleeping With Ghosts&#8221; jeszcze jakiś był. A na płycie &#8220;Meds&#8221;?</p>
<p>Na płycie &#8220;Meds&#8221; już go trochę nie było. Głównie dlatego, że ten dołujący, trochę na siłę zrobiony album przypominał chatotycznie zestawioną bajaderę z raczej gorszych niż lepszych kawałków, profesjonalnie wzmocnioną pijarem z najwyższej półki. Sorry, ale jak inaczej interpretować udział Michaela Stipe&#8217;a w utworze &#8220;Broken Promise&#8221;? Przecież to jest top 10 najnudniejszych piosenek ostatniego 10 lecia! A pierwszy singiel &#8211; &#8220;Because I Want You&#8221;? Słuchanie po nim perełek w rodzaju &#8220;Pure Morning&#8221;, &#8220;Without You I&#8217;m Nothing&#8221;, &#8220;The Bitter End&#8221; czy &#8220;Special Needs&#8221; zwyczajnie bolało. I boli do dziś. I jutro też trochę zaboli. A żeński target w przedziale wiekowym 14-17 płakał, kochał i piszczał. Ze szczęścia. Cóż&#8230;</p>
<p>Trasa, sale wypełnione do ostatniego miejsca, ba, znakomite koncerty. Kapela i biznes wokół niej funkcjonowały wzorowo. Powiał wiatr zmian. Wywalili perkusistę, Steve&#8217;a Hewitta, nie mówiąc mu o tym osobiście. Bo myślał podobno intensywniej o dupie Maryni, niż o Placebo. Dziwny, zaskakujący szach &#8211; mat. Przyjęli nowego &#8211; Steve&#8217;a Forresta z zespołu Evaline. Na pokładzie zameldował się też uznany głównie w kręgach ciężkiej rozrywki producent, David Bottrill. Podpisali nowy kontrakt dystrybucyjny, zamknęli się w studiu i walnęli nową płytę. Wypas?</p>
<p>Nie, nie wypas. Wbrew temu, co wieszczą w brytyjskiej prasie, &#8220;Battle For The Sun&#8221; nie jest jednym z najlepszych i, broń Boże, najlepszym albumem w dorobku grupy. Kompozycyjnie, aranżacyjnie i tekstowo zespół zaczyna tym razem już mocno ocierać się o pop-rockowy muł. Warto tu zastosować nieco zgryźliwą teorię znakomitego dziennikarza, Igora Stefanowicza. Mówi ona o tym, że jeśli jakiś kawałek traktuje o siedmiu zbójach, to często w pozostałych utworach liczba zbójów drastycznie wzrasta. &#8220;Ashtray Heart&#8221;, &#8220;The Never &#8211; Ending Why&#8221; i przede wszystkim &#8221; For What It&#8217;s Worth&#8221; to trzy kliniczne przykłady piosenki zbójeckiej. Cóż, lep w postaci zaśpiewanego na trzy głosy po hiszpańsku refrenu, hitu do miarowego kręcenia obojczykiem czy gęsto zawieszonych w aranżach dęciaków jest równie skuteczny jak klej poxipol w klejeniu łyżew. Smutne to trochę oraz drastyczne.</p>
<p>Jest też na &#8220;Battle For The Sun&#8221; kilka mniej drastycznych fragmentów. &#8220;Kitty Litter&#8221; miał tu chyba pełnić podobną rolę, co &#8220;Bulletproof Cupid&#8221; na &#8220;Sleeping With Ghosts&#8221;. I chyba miał być najbardziej rockowym kawałkiem na płycie. &#8220;Bright Lights&#8221; niemal natychmiast przywodzi na myśl Pavement i ich znakomite &#8220;Texas Never Whispers&#8221;, a tym samym patent zastosowany z niezłym skutkiem przez Placebo w przeszłości (&#8220;Slave To The Wage&#8221;). &#8220;Devil In The Details&#8221; to przede wszystkim emocje przy mikrofonie. Takie, które kilka dobrych lat temu uczyniły ten skład i jego wokalistę ważnymi elementami współczesnej popkultury. Inna sprawa, że dziś zaśpiewane przez Briana Molko nawet z ogromną siła słowo &#8220;fuck&#8221; waży trochę mniej. Bo ta płyta to, cytując lidera, &#8220;w większości radość, życie i światło&#8221;. A jeśli na płycie następnej będzie jeszcze więcej światła? &#8220;Światło, nosisz je w sobie&#8221;, jak to kiedyś zostało ustalone, a poza tym &#8220;nie po oczach, nie po oczach!&#8221;.</p>
<p>Finał. &#8220;Kings Of Medicine&#8221;. Bezdyskusyjny lider na &#8220;Battle For The Sun&#8221;. I co paradoksalne, najbardziej popowy. Mało tego, z dęciakami w ostatnich dwóch minutach! Trąbka na mocnym, pięknym reverbie. Cztery minuty, dziesięć sekund. Miało to hulać w reklamówce typu &#8220;piłeś &#8211; nie jedź, nie piłeś &#8211; nie zmuszaj się albo ewentualnie spróbuj&#8221;. Takich niby-balladek ukazały się już i ukazują nadal tysiące. Niespecjalnie oryginalnych, nowatorskich czy w jakiś dziwny sposób zaraźliwie melodyjnych. Ten zespół takie też już popełniał. &#8220;Chcieliśmy nagrać hołd dla All You Need Is Love i Sierżanta&#8221;. No i nagrali. Dobra, niech będzie &#8211; najlepsza piosenka Placebo od czasu &#8220;Special Needs&#8221;. I najlepsza płyta od czasu &#8220;Meds&#8221;, he he he.</p>
<p>Czy tę recenzję czyta(ł) wspomniany wyżej target? Targecie, porysuj sobie, po czym zaśpiewaj wesoło: &#8220;Światło, nosisz je w sobie, światło, nie zgaśnie choćbyś chciał&#8221;. Chwilo, trwaj, jesteś piękna. Stelmach to debil.</p>
<p>Piotr Stelmach</p>
<!-- Added by Google Maps (Begin) -->
		<script type="text/javascript">
/*@cc_on @*/
/*@if (@_win32)
document.write("<script id=__ie_onload defer src=javascript:void(0)><\/script>");
var script = document.getElementById('__ie_onload');
script.onreadystatechange = function() {
  if (this.readyState == 'complete') {}
};
/*@end @*/
if (document.addEventListener) {}</script><!-- Added by Google Maps (End) -->]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://megazin.megatotal.pl/placebo-battle-for-the-sun/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>35</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
