Jedenaste, pierwsze wiosenne zestawienie polecanych albumów przynosi różnorodność brzmień: od ostrych jak brzytwa cięć Heavy Vladimira po futurystyczny soundtrack, którego autorem jest Vicki Polard. Pomiędzy nimi proponujemy siedemnaście mgnień rocka (no, dziesięć ;): hard, post, alternative, funk i jazz w różnych konfiguracjach. Jako przewodniczący wiosennego zestawu występują lemury, które śpiewają o pingwinach :)


Lemur band / Lemur

Skumuluj otwartość w podejściu do tworzenia muzyki, inspiracje klasycznymi geniuszami z czwartego wymiaru i garść socjologicznych obserwacji z geograficznego środka Europy. Dodaj solidny instrumentalny potencjał, a otrzymasz taki właśnie efekt. Efekt łódzkiego lemura. To wymierający gatunek! Bierzemy pod ochronę.

Fanaberia / Konstans

Fanaberia to przede wszystkim znakomita wokalistka! Doskonale interpretuje poetyckie teksty utworów, zgrabnie poruszając się pomiędzy melorecytacją a stricte rockowym śpiewaniem. Zespół gra melodyjny rock środka, pozwalając sobie na wycieczki w stronę hard, funku i popu. Przyjemnie i niebanalnie.

Control The Weather / Flexible

Kolejny skład, którego efekty pracy z trudem można porównać do czegokolwiek stąd lub stamtąd. Brzmienia klasycznej analogowej psychedelii połączone z funkadelic, noisem i histerycznym wokalem. Nieprzewidywalne klimatycznie kompozycje. Z takim ładunkiem oryginalności trudno u nas zaistnieć. Dlatego szczerze polecamy.

ZBieg Okoliczności / ZBOK 2011

Nowe oblicze Zbiegu Okoliczności. To już nieco inna muzyka niż na debiutanckiej epce wydanej przez MT. Telewizorom bliżej do klimatów nowofalowych – mamy tu oszczędne granie, surowe brzmienie, fajnie chodzący bas, szczątkową melodię i dźwiękowe efekty specjalne. Niby prosty utwór, ale sugestywnie zagrany. Wchodzi.

saYes / Demo

Trio z Tarnowa niby nic ultra-oryginalnego nie robi, ale słucha się tej muzyki z satysfakcją. Ciekawie zagrane gitary, polot tekstów i wokale trafiające w przebojowe sedno. Radiowa promocja, dobry klip, płyta i duża trasa koncertowa mogą wywindować ten zespół do ekstraklasy polskiego rocka. Może fani MegaTotal pomogą?

& inni / & demo

Muzyka & innych to alternatywny bunt wobec tego, co massmedia sączą nam do mózgów. Zespół gra nowofalowo i postpunkowo. Kiedy trzeba, jest oszczędnie, ale w razie potrzeby dostajemy zdrowy wygar. W ostrych tekstach bez żadnych ogródek komentuje rzeczywistość przedstawianą w mediach. Mocne!

Blin / Malezja

Miło i przyjemnie jest posłuchać muzyki, która jest miła i przyjemna. I co dalej? Nuda. Jeśli chcesz czegoś więcej posłuchaj tego albumu. Jego industrialny minimalizm, pełen gorzkich obserwacji pobudza szare komórki i jest zalecany na stagnację. Ale tylko gdy jest bezpiecznie, inaczej uważaj! Dwa rządzi.

Bullshit Baby / Bullshit Baby

Bullshit Baby to wcale nie bullshit. To kawał dobrze pomyślanego i świetnie zagranego hardrocka. Mamy więc ostro tnące gitary, zawodowo dający głos, mieszczące się w kanonie gatunku melodie, a wszystko to wiezione przez dobrze pracującą sekcję rytmiczną. Wycieczki w stronę innych gatunków nadają całości kolorytu.

Vicki Polard / Mobot Ronster

Ta muzyka brzmi trochę jak soundtrack do pokręconego, futurystycznego, czarnego kryminału. Słychać w niej odgłosy pustych ulic i ciemnych zaułków, wszechobecnej, lecz niezauważalnej maszynerii, narkotycznych odjazdów i niebezpiecznej egzotyki. Pozwala się zorientować w klimacie filmu, ale nie zdradza finału.

Out of Body Experience / OOBE Demo

Muzyka Out of Body Experience to spokojne, leniwie snujące się rockowe klimaciki, pod powierzchnią których kłębią się emocje. Instrumentalny Haughtiness, perełka o wschodnim posmaku rozgrywa się na kilku planach i aż nie chce się wierzyć, kiedy okazuje się że tej opowieści nikt nie śpiewa. Urzekające.

Atropine / Demo 2.0

Zespół gra tradycyjny hardrock z progresywnym zacięciem, ale nie waha się poszukiwać poza granicami gatunku. Zdecydowanie pobudzające riffy, rwąca do przodu maszyneria, ostre jak brzytwa solówy i interesujący głos wokalistki to przepis na rockową atropinę. Utwór Sign of Time zdecydowanie przyspiesza tętno.

Heavy Vladimir / Vlad Demo

Brzmieniowe przegięcie i jazda bez trzymanki. Dźwięki emitowane przez Heavy Vladimira są tak gęste, że niemal da się ich dotknąć ręką. Aparat słuchu atakowany jest wściekle i bez litości. Do ucha wlewa się rozpalony do czerwoności metal. Ostre jak brzytwy dźwięki gitary szarpią wnętrzności i drapią w gardło. Polecamy gorąco!