Już po raz siedemnasty wybraliśmy zestaw albumów, na które naszym zdaniem warto zwrócić uwagę. Dziś polecamy dużo ognia. Radiators i Coffins thrashują, aż stalowe wióry lecą. W antycznym ogniu miecze wykuwa Kelthuzzar. Radosnego i niczym nie skrępowanego czadu daje Kalosz Laszlo. Ale spokojnie, są też i momenty należące do delikatnych. Jako specjalnie polecany tym razem występuje Duży Ptak – kapela o niezwykłej sile i ogromnym potencjale. Proszę bardzo…

Duży Ptak / Duży Ptak

Muzyka Dużego Ptaka to najprawdziwszy, żywiołowy rock napędzany najczystszą energią czerpaną u samego źródła. Wpływy bluesa i country lokują zespół gdzieś w okolicach pomiędzy Free, The Band i The Who. A wokal porównywalny z głosem Rogera Chapmana to już prawdziwe mistrzostwo świata!

Magic Smashrooms / 5 Seconds To Blow

Bardzo dojrzały przykład współbrzmienia indie i elektroniki. Dynamiczny i ambitny elektro-pop, dyskretnie odwołujący się do najbardziej wartościowych, klasycznych źródeł (New Order, Moloko, The Orb), ale jednocześnie brzmiący bardzo współcześnie. Świetnie zrealizowany i wykonany materiał czekający na wydawcę.

James Dead / Demo

James Dead godnie kontynuuje punkowo-nowofalowe tradycje legend lat 80/90. To, co gra nie jest tylko prostym i czadowym, punkowym łojeniem. Wzbogaca je o dźwięki bliższe poszukiwaczom i niszczycielom międzygatunkowych barier. W efekcie dostajemy energetyczne i przebojowe piosenki o sporej mocy rażenia.

Grzyby / Rytuały

Grzyby zabierają nas w beznamiętną, postrockową jazdę przez krainę zimna. Minimalistyczne kompozycje i szczątkowe melodie śpiewane jednostajnym głosem kryją jednak tajemnicę. Ta pozorna surowość na dłuższą metę okazuje się budowaniem konstrukcji, w której można odkryć dużo więcej niż słychać na pierwszy rzut ucha.

Coffins / Rise of Terror

Coffins mają kilka zasad, których się trzymają i dobrze na tym wychodzą. Brzmienie ma ogłuszyć, szybkość ma nie dać dojść do siebie, moc ma zmiażdżyć a jeńców ma nie być. Thrash w wykonaniu Coffins ma potężną siłę rażenia. Ogromna w tym zasługa wokalnego dwugłosu, który dodaje maszynerii dodatkowej energii.

kalosz laszlo / Cios wielkiej kwadratowej dupy

Muzyka Kalosza Laszlo to bezkompromisowe, rockandrollowe wariactwo na wysokich obrotach. Uprawianie muzyki sprawia zespołowi niesamowitą radochę. Kalosze mają dar bezpretensjonalnego pisania wprost o sprawach, które innym sprawiają kłopot. Może to nie jest humor najwyższych lotów, ale rozbraja kompletnie.

Tenebris / Melting

Fripp Metal nie tylko dla koneserów. Nowatorskie i świeże podejście do grania cięższej muzy. Metal to przecież w gruncie rzeczy dzieło gitar, a więc doskonałe poletko do twórczych poszukiwań inspirowanych poczynaniami gitarowych geniuszy. Tak odważne międzygatunkowe poszukiwania to przyszłość prawdziwej sztuki rocka.

Dog Palace / Confuse A Cat

Jest w ich muzyce szaleństwo i nieprzewidywalność, która porywa słuchacza. To swego rodzaju neurotyczny ale wciągający dialog bez wątpienia utalentowanej i oryginalnej wokalistki oraz dynamicznego gitarzysty. Tło tego swoistego pojedynku tworzy intensywna gra sekcji rytmicznej. Całość elektryzuje swym potencjałem.

The Gars / Ciastek nie będzie! EP

Kapele z Trójmiasta patrzą na świat jakby dalej od strefy dupy Maryni. Oto drodzy Państwo, kolejny dowód. Niby typowe alternatywne granie z nakręconymi lewoskrętnie gitarami, ale dzięki tekstom od razu stają się bliżsi. „jesteś już o krok, wszystko prawie masz, gdy nadejdzie zmrok znowu będziesz nasz”. I racja.

Radiators / Nuclear Breakfast

Ponoć Metallica skończyła się na KillEmAll. Ale na szczęście są Radiators i z powodzeniem wskrzeszają niepowtarzalny i spontaniczny żywioł rodzącego się thrashu. Jest w nim niezbędna młodym i zbuntowanym sercom energia i bezkompromisowość. Zaskakujące podejście do odległego muzykom tematu w „Radiacji”.

Fendo / Labirynt

Rock z bluesem współżyją owocnie. Nawet gdy nikt nie śpiewa. Udowadnia to ten ciekawy, instrumentalny i jednoosobowy projekt. Polot aranżacyjny, nienaganna gitarowa technika wykonania i bardzo sympatyczne kompozycje tworzą idealne tło do nie powstałej jeszcze opowieści o zbuntowanych rockendrollowych sercach.

Kelthuzzar / Triumf Żelaznego Ognia

Na takie perełki nie trafia się często. To prawdziwy antyczny metal głoszący chwałę dawnych herosów. Kelthuzzar ubiera mitologiczne opowieści o słowiańskich wojownikach w monumentalne potoki gitarowego ognia i grzmot metalowej sekcji. W jego muzyce słychać szczęk żelaza, bojowe okrzyki i jęki rannych. Porażające.